Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem
Działania

Dworzec Morski w Gdyni świętuje 79. urodziny!

Gwar rozmów, klaksony i silniki samochodów, odgłosy statku, gwizdy lokomotywy zajeżdżającego pociągu, tubalne głosy – żadnego z tych dźwięków nie oddadzą najwierniejsze nawet fotografie. Nie pokażą one szybkiego marszu tysięcy ludzi śpieszących na pokład i pierwszych, niepewnych jeszcze kroków tych, którzy właśnie przybyli. Nie odtworzą smaku przygody i zapachu nadziei, jaki unosił się nad tym gmachem.

A wszystko to od samego początku wypełniało Dworzec Morski w Gdyni. Nie musiał on czekać na wzrost ruchu pasażerskiego – kiedy oddano go do użytku 8 grudnia 1933 r. dla tysięcy ludzi gdyński port był już oknem na świat. Dla władz centralnych dworzec był zadaniem priorytetowym – uosabiał wszystkie ambicje młodego państwa. Dzięki wielkim środkom i zaangażowaniu do uwieńczenia budowy sukcesem wystarczyło zaledwie 12 miesięcy. Liczący ponad 6 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni gmach wraz z magazynem wzniosły między Nabrzeżem Francuskim a Holenderskim dwie gdyńskie firmy.

Sama uroczystość otwarcia oddawała znaczenie, jakie przywiązywano do tej inwestycji na najwyższych szczeblach władzy. Uczestniczyli w niej minister przemysłu i handlu Ferdynand Zarzycki, minister spraw zagranicznych Józef Beck oraz inni przedstawiciele Rady Ministrów, instytucji państwowych, wojska i duchowieństwa. Tłumnie stawili się mieszkańcy miasta. Nic dziwnego – mało który port w całej Europie mógł poszczycić się czymś choćby zbliżonym do klasy gdyńskiego dworca.

Zresztą mimo wielkiego znaczenia jakie projekt miał dla całej Polski, od początku wypełniał go przede wszystkim duch niezwykłego miasta w jakim go wybudowano. Znalazło to wyraz również w jego formie, za sprawą której idealnie wtopił się w architekturę modernistycznej Gdyni. Fasadę zdobiły dwa polskie orły.

Dworzec był ściśle powiązany z innymi częściami miasta, w których znajdowały się obiekty o strategicznym znaczeniu dla ruchu pasażerskiego. Bezpośrednia linia kolejowa łączyła go z Etapem Emigracyjnym w dzielnicy Grabówek – obozem, w którym podróżni regulowali kwestie formalne i gdzie dbano o przestrzeganie odpowiednich zasad sanitarnych. W Babich Dołach mieścił się szpital dla chorych pasażerów statków, których transportowano specjalnie przygotowaną do tego celu łodzią, słynną „Samarytanką".

Starannie zaplanowana struktura, regulowała również działanie samego dworca. Na dole mieściła się poczta i odbiór bagażu, wyżej urząd celny. Na ostatnim piętrze działały dwie restauracje i rozpościerał się przepiękny widok na statki przycumowane tuż obok. Często były to polskie jednostki – a wśród nich słynne transatlantyki.

Życie dworca nigdy nie zamierało – nawet gdy ubywało pasażerów, zapełniali go mieszkańcy miasta, członkowie klubów i stowarzyszeń, były tu i koncerty, i polityczne wiece, a nawet zawody sportowe. Miejsce to żyło z największą siłą i bujnością – jakby w przeczuciu nadchodzących ciężkich dni.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich budynek przerobiono na biurowiec. Siedzibę miała tu również Kriegsmarine. W grudniu 1943 roku w wyniku nalotu alianckiego zniszczona została jego północno-zachodnia, co do dziś skutkuje charakterystyczną asymetrią gmachu.

Koniec wojny również nie wskrzesił dawnej świetności – w nowej rzeczywistości politycznej nie było już miejsca na swobodne podróżowanie. Mimo, że „Batory", a potem „Stefan Batory" odpływały stąd żegnane przez tłumy i orkiestrę, z biegiem lat coraz większą powierzchnię adaptowała dla siebie poczta i rozmaite podmioty gospodarcze. Koniec żeglugi oceanicznej przypieczętował los Dworca Morskiego w Gdyni. Tuż po dokonaniu się kolejnych zmian ustrojowych, budynek trafił do rejestru zabytków. Szum tysięcy ludzi zastąpił szelest papieru w nielicznych biurach.

Dziś w przestronnym holu dworca znów coraz głośniej rozbrzmiewają ludzkie głosy. Właśnie tutaj swoją siedzibę ma Muzeum Emigracji w Gdyni. Póki co odbywały się tu pokazy filmów, warsztaty i spotkania autorskie – wszystko po to, aby jeszcze raz tchnąć ducha w to wspaniałe miejsce. Lada moment jednak przeprowadzony zostanie gruntowny remont, po którym nowa instytucja rozpocznie swoją regularną działalność. I wtedy też opowie historie tysięcy ludzi, którzy właśnie z tego miejsca ruszali w swoje najważniejsze w życiu wędrówki.


Mapa strony

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem