Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem
Działania

Emigracja okiem fotografa

Wywiad z Chrisem Niedenthalem

Na świecie żyje 20 milionów rodaków przyznających się do polskich korzeni, często jest to drugie bądź trzecie pokolenie emigrantów. Mimo tysięcy kilometrów, zmiany środowiska, ludzi mówiących w innym języku, mimo upływu lat – wielu ludzi na całym świecie rozpoznaje w sobie pewien narodowy pierwiastek, który odróżnia ich od kolegów z pracy, znajomych, a czasami – nowej rodziny. Mimo wielu negatywnych stereotypów, jest coś na tyle atrakcyjnego, ważnego lub magnetycznego, że nie chcemy rezygnować z trwania w polskości. W Pana biografii ta przynależność zdaje się wybrzmiewać wyjątkowo mocno. Jak Pan sądzi, na czym opiera się ten fenomen polskości, który dla wielu jest tak inspirujący?

Chris Niedenthal: Podstawa „polskości", której sam doznałem, to przede wszystkim przyjaźń i serdeczność. Wszystko, co dalej, bazuje i jest zbudowane na tych cechach. Nie mogę stwierdzić, że inne narody nie posiadają tych właściwości, ale jakimś tajemniczym sposobem to właśnie Polacy potrafią te cechy uwypuklić i wykorzystać. Do tego można jeszcze dodać poczucie dumy i honoru mające korzenie w dosyć niesamowitej historii Polski. Dzisiaj znaczna część Polaków może się ze mną nie zgodzić, uważając moje myśli za banalne i „staromodne", a słowa „Polak potrafi" mogą kojarzyć się raczej z cwaniactwem, aniżeli z naszymi prawdziwymi właściwościami. Ale… poczekajmy!

Co Pana zdaniem jest najistotniejsze w doświadczeniu emigracji? Czy ma ona dla Pana pozytywny czy negatywny wydźwięk?

Chris Niedenthal: Najistotniejsza jest prawdopodobnie chęć stworzenia nowego, własnego domu w obcym kraju, gdzie teoretycznie ma być nam lepiej. Ale nie będąc nigdy prawdziwym emigrantem – jedynie może synem emigrantów – nie potrafię znaleźć się w jego skórze, więc na to pytanie jest mi szczególnie trudno odpowiedzieć.
Zresztą, czy moi rodzice byli prawdziwymi emigrantami? Wyjechali, czy uciekli z Polski w pierwszych dniach wojny; tata, bo jako prokurator w Wilnie nie chciał zostać rozstrzelany przez Rosjan, a mama, bo wycofujący się z Warszawy rząd potrzebował sekretarek i stenotypistek. Wyjechali z Polski nie wiedząc dokąd i na jak długo – więc to, że ewentualnie wylądowali w Anglii – i tam zostali – nie znaczy, że zostali emigrantami. Może po prostu od razu zostali imigrantami?
Sądzę, że słowo emigracja ma pozytywny wydźwięk – dla tego, który emigruje. Dzisiaj, niestety, to samo słowo dla ludzi w kraju, do którego się przyjeżdża, by zacząć nowe życie, ma wydźwięk negatywny.

Jakie jedno, szczególne zadanie postawiłby Pan przed powstającym w Gdyni Muzeum Emigracji?

Chris Niedenthal: Ważne jest, by pokazać nadzieję. Nadzieję na lepszą przyszłość. Powinno więc być dużo fotografii emigrantów, na których widać ich oczy, a w tych oczach powinniśmy widzieć nadzieję…

Dziękujemy za rozmowę.
——-

Zdjęcia opublikowane przy tym artykule pochodzą ze spotkania cyklu Stacja Emigracja, którego gościem 24 października był Chris Niedenthal. fot. Andrzej Gojke

Mapa strony

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem