Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem
Działania

Wywiad z Markiem Romanowiczem

Wywiad ukazał się w 5 numerze Polskiego Przeglądu Migracyjnego.

1. Jak określiłby Pan swoją tożsamość narodową?

Od pewnego czasu zastanawiałem się dosłownie nad tym samym problemem, gdyż jest to jedno z pierwszych pytań, które można usłyszeć od nowo poznanych osób za granicą. Może to być lekko kontrowersyjne, ale czuję się w 50% Polakiem, 40% Brytyjczykiem i 10% Amerykaninem. Brzmi to dziwnie, aczkolwiek patrzę na to z perspektywy własnego rozwoju. Mimo że spędziłem w Polsce 19 lat i tylko 4 w Wielkiej Brytanii, to jednak studia w Cambridge były dla mnie czasem najbardziej formatywnym z punktu widzenia osobowości i charakteru. Kiedy opowiadam znajomym o swoich historiach z czasów liceum, nikt nie może w to uwierzyć. Zderzenie się z rzeczywistością na studiach, gdy zobaczyłem, że na świecie nie mamy się czego bać, jeśli chodzi o umiejętności itp., było jedną z ważniejszych rzeczy, które mi się przytrafiły do tej pory. Każdy powrót do Londynu to dla mnie wizyta w środowisku, które uważam za swój drugi dom, nawet pomimo że nie ekscytuję się aż tak bardzo np. rodziną królewską.1.

Jeśli chodzi o przeżywanie świąt i tradycji rodzinnych, Polska nadal jest dla mnie na pierwszym miejscu. Każdego roku staram się wracać do Warszawy, jak i w rodzinne strony w Pułtusku i Zamościu. Jakkolwiek fascynujący jest Nowy Jork bądź Londyn, nic nie zastąpi mi przebywania w otoczeniu przyrody u dziadków. Ostatnio zacząłem nawet szukać do mojego nowego mieszkania obrazu, który przedstawiałby sielską naturę. W wolnym czasie staram się szerzyć znajomość Polski wśród znajomych, organizując pokazy polskich filmów, takich jak Zimna wojna. Może to jest naiwne, ale coś się we mnie sentymentalnie zmienia, gdy oglądam Potop czy Ogniem i mieczem.

2. Czy Pana zdaniem istnieje takie zjawisko jak „nowa Polonia"? W jaki sposób przedstawiciele tej grupy różnią się od przedstawicieli wcześniejszych fal emigracji?


Przyznam się szczerze, że nigdy nie słyszałem tego stwierdzenia, aczkolwiek domyślam się, o co chodzi. Podczas studiów doszedłem do wniosku, że narodowość osób, którymi się otaczam, ma dla mnie mniejsze znaczenie niż ich podejście do życia i światopogląd. Może to zabrzmieć trochę górnolotnie, ale ostatnimi czasy lepiej dogaduję się ze znajomymi ze studiów, którzy wyjechali za granicę, niż z tymi, którzy zostali w Polsce. Myślę, że jest to kwestia innego podejścia do życia i świadomości perspektyw, które daje wielki świat. Wyjazd za granicę dał wielu z nas możliwość rozwinięcia zdolności do adaptacji w różnych środowiskach, a co za tym idzie – również większej pewności siebie, gdy świat dokoła nas się zmienia.

Wracając do pytania, moja styczność z polską emigracją jest ograniczona do środowisk studenckich w Anglii bądź Stanach Zjednoczonych. Wniknięcie w tę międzynarodową tkankę studencką dało nam większe możliwości rozwoju i pewności siebie za granicą, niż miały poprzednie fale imigracyjne. Dobrze obrazuje to scena z Zimnej wojny, na którą uwagę zwróciła znajoma z Albanii: w momencie, gdy główna bohaterka wypomina swojemu partnerowi w barze jazzowym w Paryżu, że na siłę próbuje się utożsamić z tamtejszym środowiskiem, zapominając o polskim pochodzeniu. Ja nie zwróciłem szczególnej uwagi na ten fragment, bo nie bardzo widzę siebie jako kogoś, kto próbuje na siłę być kimkolwiek innym. Z pełną dumą czuję się Polakiem za granicą, który wybiera i tworzy środowisko dookoła siebie.

3. Czy „nowa Polonia" wpłynęła na stereotyp Polaka pracującego za granicą, pracownika nisko wykwalifikowanego, pracującego fizycznie? Jaki jest obecnie stereotyp Polaka?


Ciężko mi powiedzieć, bo nie do końca obracam się w środowisku, w którym zwraca się uwagę na polską imigrację, ale raczej na ludzi z całego świata, którzy mają podobne podejście. Pracując w Londynie, San Francisco czy w Nowym Jorku, nigdy nie spotkałem się z żadnym stereotypem na temat starszej polskiej emigracji. W samym Facebooku jest sporo inżynierów z Polski, którzy budują stereotyp dobrego polskiego informatyka. Firma zwraca na to uwagę i przeznacza spore zasoby na rekrutację z Polski. Sam prowadziłem dwa wykłady rekrutacyjne o uczeniu maszynowym na UJ i AGH w Krakowie.


4. Czy Polacy pracujący za granicą stanowią ważną część nowoczesnych sektorów gospodarki? Jakie zna Pan przykłady ich spektakularnych sukcesów, ale też porażek?

Trudno jest mi cokolwiek stwierdzić na ten temat w szerszym zakresie poza informatyką, bo głównie zajmuję się sektorem technologicznym. Istnieje sporo przykładów osób, które sobie zdecydowanie poradziły, takich jak Wojtek Zaremba, współzałożyciel wraz z Elonem Muskiem OpenAI, a także Peter Szulczewski, który założył całkiem prężnie działający start-up Wish. Sporo też polskich firm współpracuje ze start-upami z Doliny Krzemowej na zasadzie outsourcingu – tworzą oprogramowania na zamówienie dla start-upów, które nie mają własnych inżynierów. Nie jest to aż tak spektakularne jak stworzenie rozpoznawalnej marki wśród konsumentów, aczkolwiek wiele firm zapracowało na bardzo dobrą reputację wśród managerów z San Francisco.

5. Jakie zna Pan współczesne formy zrzeszania się przedstawicieli polskiej diaspory?


Jednym z problemów Nowego Jorku jest to, że nie mamy masy krytycznej young professionals tak jak w Londynie. Istnieje grupa na Facebooku, która próbowała wskrzesić takie środowisko, aczkolwiek nie jest na tyle prężnie działająca, by utrzymywać stały kontakt pomiędzy nami. W ciągu 2 lat, które tutaj spędziłem, spotkaliśmy się tylko raz, gdy poznałem 2–3 osoby, z którymi utrzymuję bardziej stały kontakt. Dla porównania mam w tym momencie około 10 w miarę bliskich znajomych z Cambridge mieszkających w Nowym Jorku.

Ostatnio jeden ze znajomych zaczął organizować comiesięczne imprezy u siebie w domu, by zebrać ze sobą przy polskim jedzeniu Polaków mieszkających w Nowym Jorku. Do tej pory spotkaliśmy się raz, w gronie 20 osób, i liczymy na więcej w kolejnym miesiącu.


6. Czy ważne jest dla Pana, żeby mieć wpływ na sytuację w Polsce?


Zależy mi na tym, by ludzie w Polsce mieli coraz większe możliwości rozwoju, tak jak ja tego doświadczyłem za granicą. Z punktu widzenia posiadania realnego wpływu na cokolwiek w kraju raczej skupiam się na pomaganiu pojedynczym przypadkom niż braniu udziału w czymś zorganizowanym, gdyż nie bardzo mam na to czas. Bardzo chętnie pomagam, jeśli chodzi o poradę na temat studiowania za granicą, rozwoju jako informatyk bądź dotowania stypendiów dla studentów z Polski. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł stworzyć fundusz stypendialny na zagranicznych uczelniach, takich jak Cambridge, gdyż uważam, że warto pomagać rodakom w rozwoju i poszerzaniu własnych możliwości.


7. Czy planuje Pan utrzymywać relację zawodową z Polską? Jak Pana zdaniem mogłaby taka współpraca wyglądać?


Ciekawostką jest to, że moją pierwszą pracą były praktyki studenckie w Londynie jako informatyk, a w Polsce jeszcze nigdy nie pracowałem. Na ten moment raczej nie widzę jakiegokolwiek własnego zaangażowania zawodowego w Polsce z mojej inicjatywy, gdyż wolę się skupić na rozwoju za granicą. Oczywiście gdyby była taka możliwość i mógłbym być pomocny, to bardzo chętnie bym się zaangażował. W przyszłości liczę na to, że uda mi się zbudować coś własnego w sektorze technologii bądź założyć biuro większej korporacji informatycznej w Polsce.




Mapa strony

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej klauzuli o przetwarzaniu danych osobowych.

Rozumiem